Wojska sowieckie wkraczają do Pilchowic. Historia jednego obrazka.

fot. Tadeusz Puchałka / Bohater wspomnień ŚP. Gerard Ogiermann. Wielka postać dla swojej rodzinnej miejscowości. W ręku niewinna zabawka - symbol wielkiej przyjaźni, obalający mity o złych i dobrych narodach. Niczym gołąbek pokoju w rękach "charakternego" ślonzoka. To bardzo ważny symbol.
fot. Tadeusz Puchałka / Bohater wspomnień ŚP. Gerard Ogiermann. Wielka postać dla swojej rodzinnej miejscowości. W ręku niewinna zabawka - symbol wielkiej przyjaźni, obalający mity o złych i dobrych narodach. Niczym gołąbek pokoju w rękach "charakternego" ślonzoka. To bardzo ważny symbol.

Opowiada Gerard Ogiermann; Kronikarz, gawędziarz – człowiek historia, tak tu na niego mówią.

Gość w dom – Bóg w dom

,,My ludzie, skarżymy się często[…],
że tak mało jest dni dobrych, a tak wiele złych[…],
przeważnie niesłusznie.

Gdybyśmy zawsze z otwartym sercem przyjmowali dobro,
które nam Bóg na każdy dzień gotuje, mielibyśmy także dość siły, by znieść zło, jeśli się zdarzy”.

(Wolfgang Johann Goethe).

Była wojna, moja oma mieszkała tu z tyłu niedaleko. Ja byłem żołnierzem Wehrmachtu, moja jednostka stacjonowała w Paryżu. Portret o którym chcę opowiedzieć pochodzi właśnie z tego okresu. Fotograf francuski zrobił to zdjęcie a ja na pamiątkę wysłałem do domu. Obrazek dotarł szczęśliwie do rodziny no i oczywiście wielka z tego powodu była radość. Stał sobie spokojnie na honorowym miejscu, na pięknie wykonanej komodzie w otoczeniu flakoników z kwiatami. Rodzice co rano wraz z rodzeństwem modlili się przed tym obrazkiem o mój szczęśliwy powrót i jak widać Pan Bóg wysłuchał ich próśb wspomina z uśmiechem pan Gerard.

Nieoczekiwani goście i ogrom problemów

We Francji inaczej wyglądała wojna aniżeli na mojej rodzinnej ziemi. Tam w Paryżu nie miałem pojęcia, czego doświadczali mieszkańcy mojej miejscowości. Prawdy dowiedziałem się dopiero po moim powrocie.

Rusy we wsi

Wielkie larum, panika, Rusy we wsi. Kto mógł ten się chował, tak jakby miało to w czymś pomóc. Matka, ojciec, oma, wszyscy polecieli do kuchni, co mogli to zabrali i chowali gdzie tylko się dało, czasu było niewiele – o obrazie który stał sobie spokojnie na komodzie zapomnieli. Wszyscy już przygotowani byli na najgorsze, na dworze słychać było krzyki w nieznanym języku, było też słychać strzały i lament przeważnie kobiet.

Do domu wpada Rus – mody szwarny karlus wspominała siostra, jakoś nie wiedzieć czemu minęła trwoga. Żołnierz popatrzył ciepłym wzrokiem bez nienawiści na domowników. Na komodzie stał jak się wszystkim wydawało wyrok śmierci – żołnierz spojrzał po wszystkich spokojnym wzrokiem, i po rosyjsku zapytał – kuda matuszka etawo malczika? I wskazał na obrazek. Ze wszystkich słów, które wypowiedział zrozumieli słowo matuszka, podobne było do mutter i tak jakoś ładnie brzmiało w tym języku wspominała moja siostra.

Mając taki piękny język, pomyślała, nie mogą to być źli ludzie. Wtedy moja mama wystąpiła i powiedziała – ja jestem matką tego żołnierza a atiec kuda, ojciec wystąpił – żołnierz rozkazał – idi siuda i wyprowadził rodziców na dwór. W domu lament, wszyscy nasłuchiwali odgłosu bliskiego wystrzału, nic takiego jednak nie nastąpiło, mój ojciec dobrze znał rosyjski bo tak się złożyło że dwa lata pracował z Rosjaninem w kopalni. Poszwandrali z ojcem po rosyjsku, po czym żołnierz rozkazał ojcu aby przyniósł młotek i gwoździe. W tym czasie Rus przewrócił komodę do góry dnem kazał przynieść obrazek, przybił do dna komody odwrócił komodę i zadowolony sam do siebie powiedział ,,wot haroszaja rabota”. Wyjaśnił rodzinie, że to najlepsze miejsce na to aby ocalał wasz syn (czyli jo) na obrazku i rodzina, bo po nas przyjdą inni i z pewnością nie będą już tacy mili…

Pożegnał się z nami mówi siostra i wyszedł, długo wszyscy stali w osłupieniu nie mogąc wydobyć z siebie głosu – cud czy nie cud, nikt nie wiedział jak to nazwać, a ja tak sobie myślę mówi pan Gerard, że trafili po prostu na człowieka.

Wojna – przeklęta zabawa ze śmiercią w chowanego – w obliczu zagrożenia wyzwala w ludziach zwierzęce instynkty. Moja rodzina miała szczęście i trafiła na człowieka który nie zatracił ludzkich wartości. Jedno wam powiem, słuchajcie bo w życiu przeżyłem wiele – biały, żółty, czarny czy czerwony (ganz egal), (wsio rawno) i wszystko jedno, bele by niy boło niynawiści, dziwejcie se, jo je Niymiec a czy jo godom do wos z niynawiściom? Boło w życiu rozmajcie i jak trza bydzie Rusa we wspominkach zganić to, to zrobia a jak Niymca swaronić trza, to tyż tego niy byda ukrywoł. – Ja – toż łobrozek przetwoł cołko okupacjo po tym, Rusy jak wlejźli drugi roz, szukali i zbiyrali co się dało – łobrozek tyż łopstoł szprytnie schowany skuli dobrego i rozsondnego Rusa.

Mnie dane było wrócić szczęśliwie do domu a po przyjeździe jak już my sie sobom nacieszyli to mama do mie w te słowa se łodezwała, no Gerard idź yno a łobroć ta komoda – jo patrza a tam moje zdjyńcie, to dopiyro boła niyspodzianka, jeszcze tera złostały ślady po gwoździach. Tyn chto mioł przeżyć tyn przeżoł te piekło, a wy teraz róbcie wszystko co możliwe aby młodzi nie musieli tego samego przeżywać co my.

Obrazek pozostał. – Na ramie widnieje ślad po gwoździu. Odszedł bohater tych wspomnień… – Odszedł, bo przecież tacy ludzie nie umierają. Wspomnienia które pozostawili po sobie odżywają a wraz z nimi ich bohaterowie. A wszystko to ku pamięci i przestrodze.

Spasiba wam.

Gość w dom – Bóg w dom

,,Jest całkowicie obojętne, czy jesteśmy kimś znacznym, czy nie, ważne jest to, czy jesteśmy ludźmi”

(Wolfgang Johann Goethe)

Będzie o jeńcu rosyjskim który będąc w niewoli, pracował w gliwickiej kopalni, nie wiem dokładnie jak to było, jak wspomniałem wcześniej, przebywałem w tym czasie na froncie zachodnim we Francji. Z opowiadań rodziców wynika, że przebywał u nas Rosjanin, był jeńcem wojennym i pracował wraz z moim ojcem w kopalni Gliwice. Prawdopodobnie był jednym z wielu żołnierzy sowieckich którzy dostali się do niewoli z chwilą napaści Niemiec na Związek Radziecki.

Jak wynika z relacji rodziny wspomina pan Gerard, Rosjanin przychodził często i był w domu bardzo dobrze przyjmowany. Był grzeczny i uczynny, pomagał po szychcie ojcu w wielu pracach koło domu, razem poprawiali ciągle psujący się dach. Widać miał oko u władz obozowych bo dawano mu dużą swobodę, nic dziwnego, to był naprawdę dobry człowiek, żal było mamie ruskiego żołnierza i trzeba powiedzieć, że było mu z nami dobrze.

Mama dawała mu jeść, a ojciec wychodząc do pracy miał naszykowane dwie paczuszki śniadania jedna dla niego a druga dla Rusa. Chodził do nas często na obiad, często siadał na progu i patrzył gdzieś daleko wspominała mama, widziałam, że płacze – tęsknił do swoich, ,,prakliataja wajna”, mówił sam do siebie. Przyjmowaliśmy go jak swego, niczym członka rodziny.

Któregoś dnia, trzymając w ręce zawiniątko podał je ojcu mówiąc, masz, to ode mnie na pamiątkę, to wszystko co mogę ci dać, żywicie mnie, dajecie mi jeść i pić, dzięki wam chodzę zadbany nie obdarty i czysty. Tam gdzie mieszkam, daruje się tą zabawkę dzieciom i jest taki zwyczaj, że ta zabawka jest bardzo szanowana, dziecko które otrzymuje ten prezent przekazuje ją swoim pociechom gdy już stanie się dorosłe i założy swoją rodzinę. Tam gdzie mieszkam, jest to dla nas bardzo ważne.

Ojciec początkowo nie chciał przyjąć prezentu, twierdził, ze nie ma już tak małych dzieci które mogłyby się cieszyć z tej niespodzianki, Rosjanin nalegał, więc ojciec w końcu przyjął ręcznie wydłubaną w drewnie zabawkę.

Niebawem Rosjanin zniknął. Ja walczyłem w Normandii – wojna toczyła się dalej – wkrótce front niemiecki zaczął się załamywać i nawałnica która parła z wściekłością na wschód także została zatrzymana. Myślę wspomina pan Gerard, że wiele zależało od dostaw paliwa na front. Ciężkie bombardowania fabryk paliwa syntetycznego w Kędzierzynie, Blachowni czy Zdzieszowicach sprawiły, że front zatrzymał się, a niebawem wojska niemieckie zmuszone zostały do odwrotu na wielu frontach. – Zbliżał się koniec. Do Pilchowic wkraczają Rosjanie, wiadomo już jak wyglądało ich wejście tu jednak nastąpi ten najciekawszy moment całego opowiadania.

W drzwiach staje rosły mężczyzna w rosyjskim mundurze. Tu trzeba wspomnieć, że na krótko przed tym kiedy kolejny oddział sowiecki wkroczył do Pilchowic, zabrano ojca, nikt nie wiedział dokąd.

Żołnierzem który po raz kolejny przekroczył próg naszego domu okazał się być ów Rosjanin który pracował z ojcem w kopalni. Pamiętał o naszej rodzinie i pierwsze kroki skierował do naszego domu oczywiście domownicy poznali od razu kto stał się ich gościem i uradowali się ogromnie.

Mama oczywiście zaczęła się krzątać i już rozmyślała czym tu ugościć zacnego gościa on jednak odmówił, poleciał gdzieś i po chwili przyniósł worek cukru, dierżij matuszka to za opiekę, dwa lata mnie żywiłaś, a gdzie gospodarz zapytał. Mama posmutniała i po chwili odpowiedziała – wasi żołnierze zabrali go niedawno, nie wiemy gdzie jest.

Pamiętam opowiadała matka, wyleciał wtedy z domu jak oparzony i tyle żeśmy go widzieli, wrócił po tygodniu, nie chciał z nikim rozmawiać tylko z mamą. Okazało się, że szukał ojca ale niestety przyjechał za późno, ojciec został wywieziony do Rosji, wtedy to – opowiadała mama usiadł jak kiedyś na progu domu i znów tak jak wtedy zapłakał, tyle, że tym razem nie krył już swoich łez, zacziem, powtarzał – zacziem. Spasiba wam za wsio, da swidania, otarł łzy czapką i poszedł w swoją stronę.

Pilchowice przeżyły piekło podczas wkraczania wojsk sowieckich, spalono połowę wioski, gwałty, mordy, represje. Nasza rodzina miała szczęście – bo trafiła na dobrych ludzi których wojna nie pozbawiła ludzkich wartości. Wypadki takie jak moje wspomnienia niestety należały do rzadkości. Wojna to coś potwornego, nie wolno dopuścić do tego, aby te straszne czasy jeszcze kiedyś zawitały na tą umęczoną ziemię.

Prosta zabawka, stoi u państwa Ogiermann na honorowym miejscu i przypomina o wielkiej przyjaźni zawartej w czasach gdy na świecie wszechobecna była śmierć i przemoc…

Niestety pan Gerard odszedł od nas, straciliśmy wielkiego nauczyciela i pewnie wraz z tym także wiele cennych wspomnień. Pragnę podziękować rodzinie pana Ogiermanna i prosić abyśmy pamiętali o tym człowieku, bo wniósł wiele dobrego nie tylko dla swojej miejscowości ale dla nas wszystkich. Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie.

Autor: Tadeusz Puchałka

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*