Pilchowickie szkubki

fot. Tadeusz Puchałka
fot. Tadeusz Puchałka

Tradycja jesiennych szkubków odchodzi w zapomnienie, i tylko dzięki kobiecym organizacjom takim jak KGW, a w Pilchowicach Stowarzyszenie Pilchowiczanie Pilchowiczanom, dawne zwyczaje wciąż są kultywowane. Dziś późno jesienne i zimowe spotkania przy darciu pierza spełniają już tylko rolę podtrzymania pięknych tradycji. Szkoda, że zwykliśmy dziś kupować pannie młodej gotową pościel jako wyprawka w hiper marketach, i chciałoby się powiedzieć tak sztuczna ta pościel jak sztuczne jest w niedługim czasie i często tak samo nietrwałe małżeństwo. (To tylko słowa, i nie stanowi to na szczęście reguły, lecz ziarenko prawdy jednak w tym jest).

Szkubki celebrowane były niegdyś z wielką pieczołowitością i wiązały się z rychłym wydaniem dziewczyny za mąż. Ogołocone gąski, których trzeba było rozebrać do naga nawet kilkadziesiąt, stanowiły źródło ciepła rodzinnego w niedalekiej przyszłości. Gospodyni, w której domu szykowało się weselisko zapraszała sąsiadki i kamratki z sąsiedztwa i w ten to sposób długie jesienne i zimowe wieczory spędzało się na szkubaniu a przy tym wesołych przyśpiewkach i babskim godaniu o wszystkim.

Co kraj to obyczaj. W zwyczaju niektórych miejscowości było, aby chłopów na takowe imprezy nie zapraszać, kiedyś trza łod nogawic łoddychnońć mawiały gosposie, bywało także, że chłopy aby nie przeszkadzać w robocie, w tym czasie szykowali poczęstunek, co nikomu nie zawadzało, bowiem na czas jakiś obydwa towarzystwa zajęte były całkowicie swoimi obowiązkami.

Z chwilą kiedy jadło zostało przygotowane a musiało to być ściśle wedle rodzimego jadłospisu podane, tak więc nie mogło zabraknąć krupnioków, żymloków, chleba z fetymszpyrkami, a na talerzach pokrojonego pres worstu, konsek dali leber worst we szczewie, a na deser kołocz bez którego nie było przecież żadnej śląskiej imprezy. Chłopy podochoceni grzańcem i sznapsem na odwagę, wpadali do izby i robili tak zwany przeciąg. Pióra fruwały w powietrzu, larmo się zrobiło, baby w krzyk ale już po chwili wszystko wracało do normy, bo jadło zostało na stoły podane a nieco później chłopy ochoczo brali się do roboty – czyli szkubanio, co należy podkreślić…

Z chwilą gdy określona ilość napitku w postaci grzańca z korzeniami dla zdrowotności a także sznapsów wypita została, rozpoczynały się opowieści o utopkach, strzygach połednicach, Pistulce czy Goduli, a że chłopiska byli blisko, tak też nie brakło i sprośnych wicow, żartów i żarcików.

Dobrze wyposażona panna miała dwie pierzyny, cztery poduchy, do tego dwa jaśki. Zważywszy, że jedna pierzyna mogła ważyć nawet 6 kg. nic dziwnego, że darcie pierza na taką wyprawę trwało nawet kilka lat. Zwykle szkubki zaczynały się w listopadzie a kończyły się wielkim balem na krótko przed świętami Bożego Narodzenia – który organizowała gospodyni.

W Pilchowicach pomijając trunki a także czas, bo to przecież daleko po Godnych Świętach, wszystko inne odbyło się zgodnie z dawną procedurą, a nawet było ździebko więcej atrakcji, bowiem odbiegając nieco od tradycji odśpiewano sto lat w siedemdziesiątą rocznicę urodzin pana Tadeusza Belicy. Niedługo potem na salę wkroczyła grupa przebierańców demonstrując starą śląską tradycję związaną z wodzeniem niedźwiedzia. Młodzież zespołu regionalnego sprawiła szkubaczkom nie lada niespodziankę, na początku pojawiła się Cyganka z wróżbą, był niedźwiedź i kolędnicy z bogatym programem przyśpiewek, także tych związanych z darciem pierza. Pani Bernadeta Suliga recytowała wiersze swojego autorstwa nawiązujące do zimowej scenerii i ludowych obrzędów. Nie zabrakło także śląskiego poczęstunku.

Dziś szkubanie to już tylko podtrzymanie tradycji więc okres w którym odbywa się ta impreza nie ma większego znaczenia. Ważne aby była dobra zabawa, i pozostała pamięć o starych tradycjach. Już niedługo pilchowicki Babski Comber – oj będzie się działo.

fot. Tadeusz Puchałka / Na zdjęciu Bernadeta Suliga
fot. Tadeusz Puchałka / Na zdjęciu Bernadeta Suliga

Szkubki – Bernadeta Suliga

Boła takoł pora kiedy prziroda snym zimowym poszła spać
Na dworze blank bioło a matka komu trza dali znać
Prziszoł czas na piyrza szkubanie
Z kierego modoł pani pierzina i zegłowki dostanie
W papiyrowym miechu piyrze na piekaroku się suszy
Bajtle go nie tykajom bo matka naciongnie uszy
I przychodzom baby do szkubania tak zwane szkubaczki
Gdowy stare panny i take co niy majom roboty – somsiadki
We kuchni na stole wysypane piyrze
Dołokoła posiadały baby i kazujom zwiyrać dzwiyrze
Szkubiom piórka do miski a kotuchy na ziymia ciepiom
A przi tymu ciyngiym ło wszystkim klepiom
Łosprawiajom ło tym co tam we wsi nowego
Kieroł dziołcha mo synka szwarnego
Wtory zaś to łożyrok i nicpota
Łazi na zolyty a mo prozne kabzy w galotach
Kiery niedowno leżoł w krzikopie
I tak po kolei ło każdym chopie
Frelkom tyż nieroz się dostało
Ta łołtawica a ta chodzi do kojścioła za mało
Gołdajom tyż ło tym wto na co zachorzoł
Poczamu tyn cukier tak fest podrożoł
Ło wielgim świecie co się w polityce dzieje
Jaki wiater i z kieryj strony wieje
Poczamu choć nic niy jom na brzuchu fetu przibywo
A dycki z komory chleba i wyndzonki ubywo
Czy te Chinczyki Europa zaciepiom czopkami
A jak kometa sleci co to bydzie z nami
Jak to Rusy wlejźli i mode dziołchy goniyli
Łojcowie je po górach i pywnicach kryli
Starka spominali jak to blank piyrwy sie żyło
Małe łokiynko w izbie sie zopaskom zakryło
Wieczorami przi karbitce cołko rodzina siedziała
Noce boły duge to dużo dziecek matka miała
Tymatów do gołdki nie brakuje
A tu już gospodyni bonkawa szykuje
Do kawy kreple kołoczyki abo inne maszkyty
A i dzieci zarozłki znodły się przi tym
Potym dali szkubanie babka opowiadajom o bebokach
Bojki o szczigach łognistych kulach i utopkach
Zaczarowany świat – bajtle suchajom z łotwartymi gębami
Mija czas – białego puchu ubywa i wtoś inny dzieli się wspomnieniami

Przi tym szkubaniu boło w doma kupa marasu
Śpiywy żarty – kobiyty niy marnowały czasu
Chopcy niyroz ćojś na bzdury zrobiyli
Kokota abo wróbla do piyrzoł wpujściyli
Piyrze furgało – larma i kwiku boło wtedy kupa
Aże się trzynsła w posadach chałupa
Na doszkubek kołocz z płonkami sznity knoblołszka do tego
Ażeby boło wesoło to coś łostrego

Wystawnoł i wesołoł boła ta gościna
Ale tego wartoł boła pierzina
Terołzki alergie ekologia i insze mecyje
I łojciec nie ciyrpi jak go bachratoł pierzina przikryje
W domach hajcongiwystarczy kołderka syntetyczna
I cieniutka cieplutka pościel ekologiczna

Autor: Tadeusz Puchałka

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*