Henryk Franciszek Kustra. Część III: W Dzień Zaduszny wspomnijmy o tych, co odeszli.

fot. Tadeusz Puchałka
fot. Tadeusz Puchałka

10 maja br. zginął tragicznie w wypadku samochodowym w Canberze (Australia) wielki przyjaciel Polski i Polaków – rozkochany w Śląsku i Ślązakach kapitan Henryk Franciszek Kustra.

Osiedle Zatorze w Gliwicach podczas każdej z wizyt w kraju, stawało się jego drugim domem. Rada Osiedla oraz mieszkańcy pamiętają o swoim przyjacielu i teraz; Msza święta w intencji śp. kpt. Henryka Kustra odbyła się 22 maja 2017 roku w kościele Garnizonowym pw. św. Barbary w Gliwicach.

Garść wspomnień.

Henryk Franciszek Kustra Urodził się we Lwowie, w rodzinie polskiego oficera policji. (Trudna sytuacja rodzinna powoduje, że traci kontakt ze swoją siostrą Marią. – Po latach okazuje się, że utracona na zawsze jak myślał na początku, ukochana najmłodsza z rodzeństwa Marysia żyje, mieszka w Gliwicach i ma się dobrze. Jako dorastający chłopak wraz z bratem Tadeuszem przeszedł piekło zesłania przez sowieckich agresorów do Kazachstanu.

Cudem ocalony; Amnestia Stalina, pozwoliła dwojgu małych tułaczy na wydostanie się z nieludzkiej ziemi. Przygarnięty wraz z bratem przez gen. Andersa, przeszedł cały szlak bojowy od Iranu, po Egipt i włoską ziemię. – Na samym początku ich żołnierskiej drogi przyszło mu zaznać kolejnej życiowej tragedii. W ówczesnej Persji na krótko przed transportem do Afryki, umiera jego brat Tadeusz.

Henryk walczy w Afryce, przechodzi cały szlak bojowy, bierze udział w kampanii włoskiej. Koniec wojny zastaje Kustrę na Wyspach Brytyjskich. Tam czeka go trudna decyzja. Powrót do Polski co odradzało mu wielu przyjaciół, czy kolejna tułaczka w poszukiwaniu drugiej ojczyzny… Kustra wybiera to drugie. Po długim namyśle decyduje, że nowe życie rozpocznie w Australii, tam poznaje przyszłą żonę z pochodzenia Szkotkę, która dosłownie spadła mu z nieba.

Niedługo potem pobrali się i zamieszkali w Canberze, do końca w sobie zakochani – do końca razem. Australia stała się dla tych dwojga obcokrajowców drugą, szczęśliwą ojczyzną. Żona kapitana od wielu lat choruje, cierpi na poważną chorobę, której postępu nie da się zatrzymać. Wola Boga była, by wezwać do siebie na wieczną wachtę Jego.

Nie sposób zapomnieć o tym człowieku. O historii jego życia powinno się mówić, pisać bez końca, kapitan powinien stać się kimś na miarę tych bohaterów z których wszyscy powinniśmy brać przykład…

Oto co powiedział kapitan Henryk Kustra na pierwszym spotkaniu z mieszkańcami Gierałtowic (Powiat Gliwice), kiedy to po raz pierwszy po wielu latach rozłąki z Polską, przyszło mu spotkać się także z mieszkańcami Górnego Śląska…

Z chwilą kiedy panie w śląskich strojach tradycyjnie powitały Go chlebem i solą, pocałował bochen chleba, spojrzał na wypełnioną po brzegi salę gierałtowickiego Urzędu Gminy, pokłonił się wiszącemu krzyżowi i godłu państwa polskiego – i zapłakał. To tam na początku tego niezapomnianego spotkania wypowiedział słowa, które powinny stać się dla nas wszystkich definicją właściwego postępowania;

„Polsko – ojczyzno moja, matko moich ojców, nie zapomniałem języka i witam Cię po Polsku. Tam skąd przybywam, szanują Polaków. Nie zapomniałem o Tobie matko moich dziadów i ojców. Pozostałem ci wierny. Przysięgi wierności Tobie Polsko, nie złamałem. Ślązaków poznałem w Afryce, to oni nauczyli nas walczyć na pustyni, oddawali się nam w niewolę, i okazali się być bardzo dobrymi mężnymi żołnierzami. Byli serdeczni, życzliwi, oddani sprawie za którą przyszło im walczyć… Dziś widzę, że wszyscy tacy jesteście… Niech Bóg i Matka Boża ma w opiece tą ziemię. ŚLĄSKĄ – POLSKĄ ZIEMIĘ”.

Kiedy ostatni razem opuszczał kraj, był jeszcze bardziej smutny aniżeli kiedykolwiek wcześniej. Stanął na schodkach trapu samolotu, spojrzał w naszą stronę, a po jakimś czasie napisał o czym myślał wtedy; Lipiec, czas żniw za pasem, złocą się kłosy polskiego zboża a mnie czas się żegnać – czy to już ostatni raz? Nie wiem, pisał we wspomnieniach, ale serce nie biło mi nigdy tak mocno jak wtedy. Okazało się, że zabiło na polskiej ziemi po raz ostatni.

Kapitan Kustra odszedł, jak każdy żołnierz na wieczną wachtę. Żywy pozostanie na zawsze w naszych sercach. Obowiązkiem jest naszym pamiętać, ale też zadbać o to nam trzeba by ci co przyjdą po nas także pamiętali, obyśmy potrafili sprostać temu zadaniu. ( nie budujmy pomników, raczej nauczmy się pamiętać).

Pochylmy głowy i zmówmy modlitwę w Dzień Zaduszny, za człowieka, który żegnając się ucałował śląską ziemię i zabrał odrobinę zroszoną swoimi łzami ze sobą.

Niech spoczywa w pokoju. – Cześć Jego pamięci.

Autor: Tadeusz Puchałka

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*