Historii żywota naszego dziadka Franciszka Pająka. Część III: Małżeński Stan

Na początku jest przysięga. Dwoje zakochanych – mężczyzna i kobieta, składa sobie ślubowanie dochowania wierności, i wszystko wtedy wydaje się być takie proste…

Jak ogromne to wyzwanie dla obojga małżonków pokaże zwykle czas, nie wszyscy wychodzą z tej próby zwycięsko. Dziś niestety obserwujemy coraz więcej ofiar na linii frontu którą nazwać trzeba życiem… Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy i gdzie należy jej szukać. Dlaczego dziś tak wiele małżeństw, nie wytrzymuje próby czasu? Kto wie, być może otwarcie kart takich właśnie pamiętników, da nam odpowiedź na to przesączone goryczą pytanie. Czasami chce się zapytać – cóż to, czyżby to bieda miała być kowalem trwałości małżeńskiej przysięgi?

Ja biorę Ciebie za żonę; Ślubuję Ci miłość,
wierność i uczciwość małżeńską, oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.
Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Część III – historii naszego dziadka Franciszka Pająka…
Małżeński Stan.

Dlaczego w tej części pozwalamy sobie na przypomnienie małżeńskiej przysięgi? Minęło wiele lat od czasu kiedy to młody Franciszek ze swą ukochaną Marysią stanęli na ślubnym kobiercu. Kosztem ogromnych wyrzeczeń postawili dom. Dzieci które przyszły na świat na poddaszu domu teściów Franciszka, wydoroślały. Franciszek doczekał się swojego upragnionego warsztatu. Myślę, że to dobry czas na to aby przypomnieć treść przysięgi, której pozostali wierni. Przetrwało ich małżeństwo choć wystawiane było na ciężkie próby. Pamiętamy potworną biedę z jaką zmuszeni byli się zmagać na początku… Nieomal rwali ziemię własnymi rękami, po to, by na przekór złemu losowi, budować z mozołem swoje szczęście…

Przy kopycie uczył dzieci po polsku…
Z pamiętnika Hanny Wala wspomnień ciąg dalszy…

Ojczyzna moja – to ta ziemia droga,
Gdziem ujrzał słońce i gdziem poznał Boga,
Gdzie ojciec, bracia i gdzie matka miła
w polskiej mnie mowie pacierza uczyła.

Maria Konopnicka (fragment z wiersza “Ojczyzna”).

Dziadek szył buty. Był solidny, miał dużo roboty. Przy kopycie uczył dzieci po polsku bo w szkole uczono po niemiecku. Do szkoły się szło o szóstym roku. Zanim pierwszy raz progi szkoły przekroczyli, musieli znać dobrze pisownię po polsku, musieli też umieć biegle czytać i znać polską historię. Moja mama poszła na służbę wraz z rozpoczęciem szkoły. Brat babki Paweł Nowak miał już parę dzieci i tam moja mama musiała te dzieci pilnować. Najstarsza córka chorowała na gruźlicę kości. Miała pod pachą wielką cieknącą ranę. Nie było w ten czas bandaży. Płóciennymi szmatami jej tę ranę okładano, a mama moja, jako dziecko musiała te cuchnące bandaże prać. (tekst jak w rękopisie z pamiętnika Hanny Wala). Nie było w tych czasach świadomości, że gruźlica jest chorobą zakaźną. Do lekarza nikt nie chodził, aż dziecko umarło. (Po tej rodzinnej tragedii mama nie była już tam potrzebna, pozostałe dzieci podrosły, tak więc mama zmuszona była opuścić dom państwa Nowaków).

Jak wynika z tekstu zawartego w pamiętniku pani Hanny, czasy w których przyszło żyć ludziom, były skrajnie trudne, wszechobecna bieda, brak świadomości o podstawowych zagrożeniach związanych ze zdrowiem, brak opieki medycznej. Ludzie jak widać, radzili sobie jak tylko mogli, epidemie szerzyły się jedna po drugiej a śmiertelność wśród osób objętych chorobami była zatrważająca. To była istna walka o przetrwanie;

Mama rozpoczęła poszukiwania, innej pracy, wspomina autorka tekstu. Niedługo potem, otrzymała zajęcie u Laków. Tam była chora na gruźlicę gospodyni, tak więc znów nie tylko opieka nad dziećmi których była spora gromadka ale również opiekować się mojej mamie przypadło chorą już wtedy obłożnie gospodynią, niedługo się męczyła i w końcu pożegnała się z tym światem. Jakiś czas mama służyła jeszcze u tych państwa, nastał niebawem jeszcze gorszy czas… I temu sprostać musiała rodzina Pająków;

Jest rok 1914 – mama kończy szkołę,
niebawem wybucha pierwsza wojna światowa.

,,Żeby wszystkie kule na świecie
trafiły we mnie,
to by już nie mogły trafić w nikogo.

I żeby umarły tyle razy,
ile jest ludzi na świecie,
Żeby oni nie musieli już umierać.
Nawet Niemcy.

Z poezji powstańczej strofy wybrane.
Źródło: www.przewodnik katolicki.pl/kultura/poezja na_ barykadach.

Dwaj starsi bracia, Paweł i Janek idą na wojnę. Mama idzie ,,na pański**” do roboty. Ciotka Marysia już była dwa lata zamężna u Dziurosza, po sąsiedzku. Doczekali się Dziurosze z Bożą pomocą pięciorga dziatek, jak te piąte na świat przyszło, to Dziurosza na wojnę zabrali i tam też został. Ciotka została wdową z małymi dziećmi. Ciotka Marta, wspomina pani Hanna, całą młodość przebywała w Suszcu u wujka Nowaka. Wszyscy jej zazdrościli, że nie musiała się poniewierać po służbach. (Los ciotki Franciszki, nie jest mi znany).

Ciotka Agnieszka została w domu jako gospodyni. Sama jedna została do wszystkiej roboty. Dziadek zachorował na żołądek, przez całą wojnę chorował. Nie był zdolny do żadnej męskiej roboty. Ciotka nauczyła się kosą siec*. Kosiła zboże i trawę. Zanim jeszcze dziadek zachorował to i tak gospodarką zajmowała się babka, dziadek do pola nie chodził. Z chwilą gdy ciotka Agnieszka nieco podrosła to wszystko spadło na jej barki, biedna była ta nasza ciotka Agnieszka. Jakoś ta żeńska część naszego rodu była chętna do pomocy i robotna a z chłopami to różnie bywało, ,,wspomina autorka tekstu”. Chłopcy Józef i Alojz jeszcze chodzili do szkoły…Alojz był dwa lata młodszy od Józefa jeszcze coś przy gospodarstwie pomógł, czy to krowy paść czy poodbywać gowiydź* w chlewie (poodbywać – gwara, znaczy obrządzić). Lubił robić przy gospodarstwie.

Józefa nic nie interesowało, cięgiem** z nim były kłopoty. Posłali go z krowami w pole, zamiast krowy pilnować by się najadły, to książki czytał a krowy do stroma*** przywiązał. Krowy przyszły do domu głodne. Babka mu kazała pozganiać gęsi, to je zawarł do chlewika ku świni. Nie było z niego wiele pociechy.

Dziadek był coraz to słabszy. Nie mógł jeść, wszystko zwracał wraz z krwią. Nie był już w stanie szewcować. Ciotka za niego naprawiała buty. 8 stycznia 1918 roku dziadek zmarł, mówili, że śmiercią głodową. Do lekarzy nie chodził, ale wszystko wskazywało na to, że miał raka. Wojna jeszcze trwała do jesieni. Wspomniani przeze mnie chłopcy, Paweł i Janek byli na wojnie. Pamiętam, zima była wtedy sroga, śniegu po kolana. Babka wysłała Józefa do Pszczyny. Pieszo szedł w tym śniegu, ciężką miał drogę a i wiadomość którą miał przekazać siostrze i bratu dziadka nie była łatwa. Jego zadaniem było powiadomić bliskich o pogrzebie dziadka a jego ojca…. Szedł i z podobną wiadomością syn brata dziadka czyli kuzyn Józefa. Tak się złożyło, że brat dziadka umarł w tym samym czasie a pogrzeb obydwojga miał się odbyć w ten sam dzień. Chłopcy idąc w przeciwnych sobie kierunkach minęli się po drodze. Żyjąc w końcu niedaleko siebie nigdy nie mieli okazji się poznać. Należy przypuszczać iż przeszli obok siebie, nie wiedząc, że są kuzynami. Trudno jest dotrzeć do prawdy wiem jednak , że nawet na pogrzebie nie mieli okazji się poznać dodaje pani Hanna…

Koniec wojny – chłopcy wracają;

Od wojny i głodu
sponiewierania krwi narodu
od łez wylanych obłąkanie
Uchroń nas Panie.

Modlitwa Bonawentury (fragment).

Nadszedł w końcu długo oczekiwany czas. Wojna nareszcie się skończyła. Chłopcy wracają z wojny cali i zdrowi. Co mieli robić, warsztat po ojcu został. Obaj zabrali się za szewcowanie. Nie to było jednak ich życiowym przesłaniem, obaj marzyli o innym życiu. W Polsce trwała jeszcze wojna Piłsudskiego z Sowietami. Dobre wieści napływały ze wschodu. Kraków wolny, polskie szkoły otwierają swe podwoje. Na Śląsku twardo żądzą Niemcy. Chłopcy marzyli o polskiej szkole, pracowali ciężko, ciułali każdy grosz, w końcu zapada decyzja. Przekraczają granicę i przedostają się do Krakowa by podjąć naukę w polskiej szkole. Poszli w czwórkę, Paweł, Janek, Agnieszka i Frania. Moja mama Jadwiga nie otrzymała od babci pozwolenia, zostać musiała w domu… Babcia wdowa a w domu dwóch dorastających smarkaczy Józek i Alojz, tak i pomocna dłoń do gospodarki a i wychowania tych dwóch młokosów była potrzebna. Niewiele od tych dwóch ancymonów starsza Jadwiga, zająć się musiała gospodarstwem. Babcia nie miała renty, a żyć trzeba było, oj miały kobiety w tej rodzinie żywot nie lekki wspomina pani Hanna. Józefowi załatwiono robotę na kopalni, ciężko nie miał, robota biurowa ale i to mu się nie bardzo podobało… koniec części III. Część IV wspomnień historii ,,żywota” dziadka Franciszka mówić będzie o czasie Plebiscytu i spełnionych marzeniach dwóch urwisów – Pawła i Józefa.

Słówka wybrane;

idzie na pański**, albo – idzie na pańske do roboty pracuje u bogatego w polu
cięgiem, np. jednym cięgiem mi robisz na bzdury ciągle mi robisz na złość
strom drzewo
zawarł albo zawar zamknął

Tadeusz Puchałka

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*