Historii żywota naszego dziadka Franciszka Pająka. Część VI: Z pamiętnika Hanny Wala.

Może po tamtej stronie nikogo już nie ma,
z tych, których kocham, z tych, do których tęsknię.
Może i twojego życia tragiczny poemat
na przedostatnim wierszu urwał się przedwcześnie.

Fragment z wiersza; ,,Po tamtej stronie” – Paweł Konrad.

,,Wojna się skończyła, a wujek wciąż nie wracał”.
Z pamiętnika Hanny Wala.
Część VI.

Dawno ucichła kanonada sowieckich oddziałów pancernych, z wolna przyzwyczajaliśmy się a, raczej ,,przyzwyczajano” nas do nowo powstałych porządków. A wujek wciąż nie wracał. Dzieci wydoroślały, Marysia poznała chłopaka, który był więźniem obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Był bardzo przystojny, pobyt w obozie pozostawił jednak trwały ślad na jego zdrowiu. Niedługo po ślubie ciężko zachorował, było też jeszcze coś, co być może tkwiło w nim gdzieś głęboko, a z czasem dało o sobie znać. Okazał się być strasznie nieufnym człowiekiem, wszędzie wietrzył podstęp a przestał wierzyć nawet swojej żonie – to syndrom obozu, wielu bowiem tych którym dane było wrócić z tego piekła, borykało się z podobnymi problemami.

Młodzi doczekali się dwóch córeczek, mąż Marysi coraz bardziej podupadał na zdrowiu, do nóg wdała się gangrena, zaraz po powrocie zauważono, że jego nogi są w bardzo złym stanie, były poobijane kolbami karabinów i pałek Kapo. W tym stanie nie mógł myśleć o podjęciu jakiejkolwiek pracy. Marysia została zmuszona do zapracowania na rodzinę. Tymczasem choroba postępowała, nogi amputowano po kawałku, mąż Marysi bardzo źle znosił chorobę, był młody, czuł się niepotrzebny, w konsekwencji postępu choroby zapadł na anemię. W tym czasie Marysia pracowała na dwa etaty, choroba kosztowała a dodatkowo chory wymagał dobrego odżywiania.

Marysia była źle traktowana przez męża, nie wierzył żonie i twierdził, że włóczy się gdzieś, bo nigdy nie ma jej w domu, a on bez nóg nigdzie nie może się ruszyć. W tym czasie obydwie nogi miał amputowane do samych bioder i poruszał się na dwóch deseczkach. Koledzy zamieszkujący w Anglii weterani Armii Generała Andersa ufundowali wózek inwalidzki. W tym czasie mieszkali w Tarnowskich Górach. –

Pojazd tylko na początku był zbawieniem. Jeździł po mieście, koledzy w pracy, snuł się ulicami bez celu i stało się najgorsze, zaczął odwiedzać pobliskie knajpy, pił coraz więcej i więcej, zdarzało się, że pijany do nieprzytomności leżał a wózek obok niego. Koniec był bliski, przyplątała się nerwica, stał się nieznośny, zły na samego siebie i tragiczny los który go spotkał, bił swoją żonę czym popadło, Ślady jego postępowania były widoczne na ciele naszej cioci. Z tej rozpaczy sprowadziła do siebie rodziców, którzy mieszkali w Rybniku. Miała ciocia nadzieję, że w wujku jako że kawał był z niego chłopa, to i znajdzie obronę. Zamieszkali więc razem, lecz to wiele nie pomogło, Marysia z tego wszystkiego zachorowała. Teraz rodzice musieli im pomagać… Dziewczyny rozpoczęły studia. Było wszystkim ciężko.

W 1971 roku zmarł wujek. Ciotka jeszcze żyła parę lat. Niedługo potem zmarł również mąż Marysi. Pamiętam, jak żeśmy pojechali na pogrzeb ciotki, ogarnęło nas wielkie zdziwienie. W trumnie leży ciotka prawie nie zmieniona taka jaką ją pamiętaliśmy sprzed lat, a obok trumny stoi jakaś obca osoba, zmieniona, zniszczona, wyglądała starsza od swojej mamy… – Nie rozpoznałam jej. Pytam, gdzie Marysia… bliscy odpowiadają, stoi przy trumnie, było mi przykro, że jej nie rozpoznałam i rozpłakałam się wtedy chyba tylko z tego powodu.

Irka, siostra Marysi była zamężna i mieszkała na odzyskanych gdzieś za Wrocławiem. Ania zamieszkała w Tarnowskich Górach, miała własny dom i troje dzieci. Jej jedyna córka, wstąpiła do zakonu. Ania, już wtedy jako wdowa, nie mogła się z tym pogodzić, była przeciwna tej decyzji i wręcz zabraniała córce opuszczenia domu rodzinnego, na nic zdały się jednak zakazy. Dziewczyna podjęła decyzję i w końcu stała się zakonnicą świecką, bez habitu. Uczy przyszłych katechetów przy kurii w Katowicach… – Mieszka prywatnie, oficjalnie jednak, podlega pod swój zakon. Poznałam ją na pogrzebie męża Helci Piszczykowej w Katowicach.

Staszek najmłodszy syn wujka Janka Pająka mieszkał w Chwałowicach, był kuratorem szkolnym i wizytował szkoły. Był nawet na wizytacji w Mizerowie. Rozwiedziony, ożenił się drugi raz, ale nic o nim nie wiemy… –

Ciotka Marta wyszła za mąż za Piszczka, sierotę wychowanego u rodziny Lazarów w Brzeźcach. Był policjantem granatowym. Mieszkali w Niedobczycach koło Rybnika. Doczekali się trójki dzieci, Józka, Staszka i Helcię. Wujek chłop jak dąb zawsze mawiał bijąc się w pierś ,,tu chłop jak dąb”. Dla wyroków Boskich nic to znaczyć nie może, któregoś dnia wypowiedział te słowa, nie minął rok będąc mężczyzną w sile wieku, ni stąd ni zowąd, wracając z pracy przewrócił się na drodze tuż obok domu i taki był jego koniec, był to rok 1937.

Helcia, śmierć ojca przeżyła bardzo boleśnie, była jeszcze małym dzieckiem, chłopcy już chodzili do średniej szkoły. Ciotka została wdową, a już niebawem miała wybuchnąć wojna, chłopcy dorośli, wrzucono im na grzbiet niechciane wehrmachtowskie mundury i poszli się ,,bić”. Obydwaj do Wehrmachtu, nawet Józka zabrali choć był w harcerstwie i wszyscy wiedzieli, że Polak – Ślązak. Jak się okazało wiedzieli o tym doskonale i Niemcy. Zwerbowali chłopaka i od razu na front z którego już nie wrócił. Los młodych Ślązaków i ich rodzin w tym czasie, nazwać byłoby można ,,I Tragedią Górnośląską”. Staś po wielu perypetiach dostał się do Armii Andersa. Długo przebywał w Anglii nim ich wypuścili do cywila. Ożenił się, zamieszkał wraz z rodziną w Rybniku, miał dwóch synów i córkę – i fajną żonę. Często do nas przyjeżdżali. Staś młodo umarł i kontakt z nimi się urwał.

Stanisław Piszczek . Starszy marynarz – radiotelegrafista ORP ,,Dzik”.

Historia wojennych losów tego człowieka, jak się okazuje, ma związek z historią dwóch okrętów podwodnych Polskiej Marynarki Wojennej. Nie byłoby być morze ,,Dzika” gdyby nie fatalny przypadek który spowodował to, że strona angielska w drodze zadość uczynienia stronie polskiej przekazała ten właśnie okręt…

Doświadczona załoga polskiego przestarzałego okrętu podwodnego ORP ,,Jastrząb”, zostaje omyłkowo zaatakowana w rejonie Morza Norweskiego przez niszczyciel st. ,,AIBANS” pod banderą Norwegii oraz brytyjski trałowiec HMS – ,,SEAGULL” (więcej na FactaNautica ,,Nasze Sygnały” r. 1992.)

W wyniku niefortunnego ataku, okręt nie był w stanie dopłynąć do bazy. Dowódca okrętu Kapitan marynarki Bolesław Romanowski wydaje rozkaz opuszczenia jednostki. Z ostatniego raportu który sporządził dowódca, wynika, że okręt posiadał poważne uszkodzenia w przedziale siłowni – motorów, przedziale rufowym, centrali, pomieszczeniach dziobowych a także w przedziale torpedowym. Z chwilą kiedy załoga wraz z dowództwem opuściła okręt, został on zatopiony salwą artyleryjską*. Koniec ,,Jastrzębia” dał niejako początek drogi w walce legendarnemu ,,Dzikowi” na którym to okręcie, przyszło służyć radiotelegrafiście st. marynarzowi Piszczkowi…

Źródło; ,,Torpeda w celu*” aut. Romanowski – podaje jakoby okręt miał zatonąć w wyniku ostrzału pokładowej broni małokalibrowej, jak podaje źródło padli zabici, wielu marynarzy odniosło rany.

Staszek najmłodszy syn wujka Janka, jak większość młodych Ślązaków siłą wcielony do Wehrmachtu, korzystając z pierwszej nadarzającej się okazji, dezerteruje z niechcianej armii. Przejęty przez mieszkańców jednej z francuskich wiosek, mając na sobie niemiecki mundur omal nie traci życia z rąk francuskich wieśniaków, którzy stali nad nim z wycelowanymi w gardło widłami, kiedy jednak Francuzi zorientowali się, że mają do czynienia z Polakiem, zgotowali mu 2 dniowe przyjęcie, nie zapominając przy tym o iście polskiej gościnności.

Stanisław na terenie Francji kontaktuje się z ruchem oporu. Przedostaje się do Armii Andersa, dzięki pomocy udaje mu się dostać na statek i tak ląduje w Anglii. Tam zostaje wcielony do Marynarki Jej Królewskiej Mości. Zostaje członkiem załogi okrętu podwodnego ORP ,,Dzik”, tam pełni służbę jako radiotelegrafista. Po zakończeniu działań wojennych 2 lata przebywał w Anglii. W roku 1947 wiedziony nieposkromioną tęsknotą, powrócił do Polski. Powrót okazał się być okazją do eksplozji radości jak i do potwornej rozpaczy. W domu zastaje szczęśliwie i w dobrym zdrowiu matkę i siostrę. Niestety brata Józefa który zginął na froncie walcząc w niechcianym mundurze w nie swojej wojnie, kto wie czy nie zastrzelony przez swojego, który oddał strzał z przeciwległej strony okopów. Długo przeżywał śmierć brata, w końcu jednak czas nieco zabliźnił rany, rozpacz ustąpiła miejsca dozgonnej pamięci… Stanisław postanowił skończyć to co zaczął, a więc jego wymarzone studia, dopiął swego, skończył prawo i został Radcą Prawnym w rybnickim Starostwie.

Helcia miała zawód Radcy Prawnego. Wyszła późno za mąż za profesora Bachowskiego. Byli bezdzietni, mieszkali w Katowicach, mąż Helci zmarł młodo. Na jego pogrzebie było bardzo dużo młodzieży i wiele pocztów sztandarowych, w kościele grano przedziwną muzykę, grali jego podopieczni z różnych szkól. Chyba uczył muzyki…

O dorosłym życiu ciotki Agnieszki, ciotki Frani, wujka Alojza i dalszych losach pozostałych członków rodziny w części VII – Kronik Rodzinnych ,,z pamiętnika Hanny Wala”.

Źródło; opracowano na podstawie rękopisu z ,,Pamiętnika Hanny Wala”.
Konsultacja; mgr inż Tadeusz Galisz.
Źródła; www.regulem1944.bloog.pl

Tadeusz Puchałka

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*