Historii żywota naszego dziadka Franciszka Pająka. Część VII: Z pamiętnika Hanny Wala.

Rodzina Bogiem silna,
staje się siłą człowieka i narodu.

Jan Paweł II.

Kroniki rodzinne – z ,,Pamiętnika Hanny Wala”.
Część VII.

W części VII wspomnień rodziny Pająków będzie mowa o życiu, wychowaniu, nauce, bo jak się okazuje miała ona w tej rodzinie wartość nadrzędną i zajmowała miejsce szczególne. Trudności w zdobywaniu wiedzy w owym czasie były ogromne a jednak większość członków familii Pająków bądź to piastowała zaszczytne stanowiska w urzędach państwowych, bądź też trudniła się nauczaniem młodego pokolenia, wykonując zawód nauczyciela.

Jak wynika z poprzednich odcinków nie brakowało w tej rodzinie również dramatycznych momentów, zawsze jednak bliscy sobie ludzie dążyli do podtrzymywania więzi rodzinnych. Śledząc losy rodziny Pająków i ich bliskich, zauważymy, że wiele miejsca poświęca się rodzinie, tak tu drzewiej bywało. Rodzina na Śląsku stanowiła podstawy do przeżywania życia w sposób godny w pełnym tego słowa znaczeniu. Niepisane prawo rodzinne przestrzegane z całą konsekwencją, dawało możliwości do tego, by ludzie wyrastali na godnych, szanujących prawdy wiary i znających swoje miejsce w życiu obywateli.

Rodzina Pająków, Piszczków, nie stanowi tak na prawdę niczego szczególnego, tak było tu od zawsze. Wiara a więc ,,Bóg”; ,,Honor” a więc szanowanie bliźniego swego, wartość danego komuś słowa. Wszyscy pamiętamy czasy kiedy to parol ,,Daję ci słowo honoru” miało wartość najwyższą i zastępowało skutecznie wszystkie dzisiejsze oświadczenia, poświadczenia itd. ,,Ojczyzna”, czymże jest ta nikomu już prawie nieznana kraina, którą młodzi ludzie mówiąc trochę przesadnie mylą z UE…

Warto poświęcić temu problemowi nieco więcej czasu, utrata własnej tożsamości bowiem, staje się zagrożeniem dla nas samych. Naród wyzbyty wartości patriotycznych staje się mięsem armatnim dla wroga. Wróćmy pamięcią do nie tak odległej przecież historii – a właśnie, naszej ojczyzny. Kiedy to dziś opowiadamy młodym ludziom, jak ich rówieśnicy poświęcali się dla II Rzeczypospolitej, czy Śląska, by ten skrawek ukochanej ziemi powrócił do swojej matki Polski, młodzi ludzie spoglądają z niedowierzaniem, nie rozumieją jak można się poświęcać ot tak, po prostu, nie pytając o zapłatę.

,,O wiele łatwiej jest umierać na polu walki za ojczyznę i wiarę, pod jednym tylko warunkiem, że w obydwie te wartości po prostu się wierzy” – Franciszek Grzegorzek – Ślązak, bohater wojny obronnej wrzesień 1939 r.(koniec cytatu)…

,,Bóg, Honor, Ojczyzna”, tymi trzema wartościami kierowali się Polacy. Nie da się pokonać narodu który ponad wszystko ceni wiarę, godność, zarówno swoją jak wszystkich ludzi, a co za tym idzie i honor swojej ojczyzny… „Dlo Ślonzoka jest tak samo droga miłość do swojej ziemi, kero wszyjscy sam nazywajom małom ojczyznom”.

Rodzina – To z tej właśnie podstawowej komórki społecznej wychodzić powinno przygotowanie do wiedzy o tych trzech jakże ważnych aspektach naszego życia, to dlatego warto wracać do starych zapisków, po to by z pokorą wyznać przed samym sobą grzechy zapomnienia, wygodnictwa i wrócić, koniecznie wrócić nam trzeba do tych świętych wartości, to cel nadrzędny, bez tego przegramy nie tylko każdą wojnę, ale przegramy co najgorsze prawo do tego by nazwać siebie po prostu ,,Człowiekiem”…

Minyło tela lot, a my pozostali wierni tym swoim wartościom, jak kedyś tak i dzisio przajymy naszy ziymi, naszy kulturze, i ty naszy piykny mowie, a wszysko to skuli tych spominkow na pożółkłych kartkach papioru.

Od chwili narodzin każdego z nas, co rano zakładamy na plecy tornister i udajemy się na kolejny wykład profesora ,,Życie”…Wykład ten zakończy się z chwilą naszego pożegnania z tym światem… – Co wieczór, siadamy w ulubionym przez nas od lat, zacisznym miejscu trzymając w ręce różaniec, na stole Pismo Święte i Ewangelia na każdy dzień. Kiedy już zakończymy wieczorną modlitwę, zaczynamy naszą rozmowę z Bogiem, wtedy zapala się ekran monitora naszej duszy, i jak co wieczór widzimy ten sam obraz, jest na nim kilka, zaledwie dziesięć punktów na ekranie i za chwilę słyszymy od lat ten sam głos wychodzący skądś z wnętrza naszego sumienia… ,,Powiedz, czy dziś wypełniłeś wszystko to o co cię prosiłem w tych 10 moich przykazaniach?… I jak zwykle od wielu, wielu lat opuszczam z pokorą głowę i cichutko ze wstydem odpowiadam, nie Panie, nie potrafię…

Zaledwie 10 punktów, dziesięć krótkich zdań, a jakże trudno dotrzymać kroku tym prawdom. Pokora, której w nas coraz mniej, każe nam mieć nadzieję, że nie zostaniemy odrzuceni. Stare zapiski czy pamiętniki stają się dla nas, ludzi XXI wieku swoistym drogowskazem, podręcznikiem z którego powinniśmy korzystać, tak jak korzystamy z co wieczornych rozmów z Bogiem…

,,Za stary Polski to wszysko sam na Ślonsku miało swoj plac”… – I teraz tak może być, i nie lekajmy się, nie wyhamuje to postępu to pewne, czasami jest tak, że aby rozpędzić maszynę trzeba nam zredukować bieg, by zwiększyć obroty silnika – zwolnić po to, by z jeszcze większą mocą pokonywać „stromiznę życia”, myślę, że tego nam teraz brak, pędzimy do przodu, a kiedy mamy trochę pod górkę, zapominamy o redukcji, tracimy panowanie nad naszym pojazdem i niestety staczamy się coraz niżej, i niżej…Życie, to kręta, wyboista, górska ścieżka, wokół rozpościerają się piękne widoki, są jednak bardzo daleko,. Nie próbujmy jechać na skróty, bo dzieli nas przepaść, odchodząc od wiary, sami zakładamy na oczy przepaskę i podróżujemy na ślepo – oto obraz świata ogarniętego butą, fałszywym rozumieniem podstawowych ludzkich wartości… Pamiętniki które odnajdujemy w zakamarkach starych szaf, często wskazują właściwą drogę, wystarczy tylko znaleźć czas na ich przeczytanie.

,,Ciotka Agnieszka i ciotka Frania były nauczycielkami”.

Dobrze rozumiana nauka,
chroni człowieka przed pychą,
gdyż ukazuje mu jego granice.

Albert Schweitzer.

Ciotka Agnieszka i ciotka Frania były nauczycielkami. Agnieszka uczyła w Jastrzębiu a Frania w Gogołowej. Ciotka Frania wyszła za mąż za nauczyciela Feliksa Galisza. W tym miejscu trzeba przypomnieć, że w tamtych czasach w zawodzie nauczyciela na Śląsku obowiązywał celibat wśród kobiet. Nie wszystkim wiadomo, że kobieta chcąc uczyć nie mogła być mężatką, tłumaczono to tym, jakoby kobieta emocjonalnie zbyt głęboko przeżywa stan macierzyństwa, co w efekcie powodować by mogło zbyt daleko idące rozproszenie uwagi.

Wykształcone kobiety, których powołaniem stało się nauczanie i praca w szkole, na Śląsku nie mogły wychodzić za mąż. Sejm Ślaski, biorąc pod uwagę stare pruskie przepisy, uznał w 1926 roku, że… ,,Miejscem mężatek, nawet z najlepszym wykształceniem i zawodowym przygotowaniem jest dom”. (więcej na www.opole.nasze miasto.pl )

Ciotka nie mogła dalej uczyć, a z Feliksem mieli dwoje dzieci; Mirkę i Tadeusza. Wujek Alojz ożenił się do Goczałkowc do Kotasa, był kolejarzem. Kotasowie mieli własny dom i tam wujek zamieszkał. W Pszczynie kupili ,,bał plac” (jak w oryginale) tu -(,, plac pod budowę domu”) i tam zaczęli budować swoje własne gniazdko. Wybuchła wojna i wszystkie plany zostały przerwane. Wujek poszedł się bić, niebawem dostał się do niemieckiej niewoli, pracował na niemieckim folwarku jako parobek u Niemki, której mąż był na wojnie. Zimy były mroźne a on spał ze zwierzętami w chlewach czasami koc, którym się przykrywał przymarzał do ciała. Miał i tak sporo szczęścia, bo jak słyszeliśmy z wielu opowiadań jeńcy byli traktowani o wiele gorzej i wielu z nich nie doczekało ,,wyzwolenia”.

Wujek przeżył ten straszny czas, wrócił i dokończył budowę domu w Pszczynie. Młodzi Galiszowie doczekali pięciu synów i córki Marysi. Dwaj chłopcy, Józek i Tadeusz są wyższymi wojskowymi. Józek mieszka w Warszawie a Tadek w Gubinie z rodzicami. Marysia wyszła za mąż za zegarmistrza Jąderka. Mieszkają na ojczyźnie* w Pszczynie. Dwaj chłopcy, Kazik i Staszek już nie żyją. Czesław mieszka w Pszczynie.

Ciotka Aniela umarła w 1979 roku. Wujek Alojz miał już ponad 90 lat, jak umarł, za dużo lat za ciotką , (zwrot używany w jednej z gwar Górnego Śląska, oznacza, np. zmarł wiele lat po śmierci ciotki). Wujek Józef mieszka w Pszczynie. Uczył tam, w szkole ,,Jedynce”. Tam poznał nauczycielkę, Jadzię Szpajdel. Pochodziła z Tarnowa. Jej ojciec był profesorem.

Jesienią 1937 r. tata z mamą poszli do Pszczyny sprzedać krowę na targu i mnie tez zabrali kupić buty… Tam żeśmy się spotkali z wujkiem Nowakiem z Suszca**. Przywitał się i mówi do mamy, co wy tu robicie?… Przecież dziś ślub twojego brata Józefa. Mama stanęła jak wryta, to niemożliwe odpowiedziała, ale prawdziwe odpowiada wujek, dziś w kościele św. Jadwigi mają ślub. Wujek Alojz jest świadkiem, czyli starostą… Mama nawet nie wiedziała, że on ma jaką dziewczynę, było jej bardzo przykro, a mnie żal się mamy zrobiło. Wujek już wtedy był kierownikiem szkoły na Szczelnicy w Pszowie a za rok został przeniesiony do Suszca na stanowisko kierownika tamtejszej szkoły.

Było już dawno po ślubie, mama dowiedziała się, że wujek zaprosił na odpust wszystkie siostry i braci, o mamie znów zapomniał. Z ciekawości mama wybrała się na ten odpust i mnie zabrała ze sobą. Chciała tam w kościele ukradkiem zobaczyć tę nową bratową, mnie, swojej tajemnicy nie zdradziła… – Szłyśmy pieszo, w kościele ich nie zobaczyła, za to po mszy poszłyśmy pod szkołę a tam stało pełno bryczek z końmi od gości. Koniec części VII. W kolejnych wspomnieniach powrócimy do pierwszych dni wojny i o tym jak to wujka Józka do wojny powołano.

Ps. Przydługi wstęp do pamiętnikowych zwierzeń, zamieszczony na początku zdaje się nie pasować do ich treści. Wczytując się jednakże w tematykę rękopisu pani Hanny, zaczynamy „żyć” dosłownie historią tamtych czasów – a wyobraźnia przywołuje lata dzieciństwa nasze, naszych dziadków, matek i ojców. Odżywają na nowo wspomnienia, jak drzewiej tu bywało.

Wybrane słówka;

,,Mieszkać na ojczyźnie*” ——————— mieszkać na ojcowiźnie (na majątku rodziców).

Suszec** ——————————————-miejscowość w województwie śląskim, powiecie pszczyńskim.

Tadeusz Puchałka

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*